<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="Rekord"> 
<author_1=Borys Gorbatow> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="11">
<date=1952-11-06>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Wokoo byo cicho. Niezwykle cicho. Nigdy jeszcze w trzecim wschodnim pokadzie nie panowaa taka cisza. Ani jeden dwik nie dochodzi z dou, z czarnego mroku. Nikogo tam nie byo. Tej nocy caa ciana, wszystkie jej osiem odsadzek naleay niepodzielnie do Wiktora. On sam by tu gospodarzem. On sam by tu robotnikiem. Tej nocy sam mia wykona prac za omiu.
No c? Uklk przed wglow cian i wczy motek. Po rkach, a potem po caym ciele przebieg znany, radosny dreszcz. No tak  pomyla zadowolony.  Cakiem co innego, kiedy cae powietrze idzie do jednego motka, a nie do omiu. I czy dlatego, e powietrze w motku byo dobre, spryste, silne, czy e marzenie si zicio i caa ciana leaa pokornie przed nim, rbacz mia gdzie nabra rozmachu, czy e przejmujco blisko przysuna si do ciana boru czarnego jak tajga, dziewiczego nietknitego i ju ncia, wabia  w kadym razie, Wiktor Abrosimow poczu nagle, i junack, nieznan dotd si wzbieraj jego minie, a serce zapala si nieustraszon odwag, i uwierzy, e w t noc wszystko potrafi, wszystko zwalczy i wszystkiego dopnie. Jakby mia nie jedn, lecz osiem par rk, osiem serc. Wtedy to wanie krzykn na cay pokad, ale tak, e wszyscy usyszeli.
 No teraz trzymaj si, Aleksy Stachanow, przyjacielu drogi  i skoczy na przd trzymajc grot jak do ataku.
Wiktor by teraz naprawd pikny. Kady ruch jego duego, mocnego ciaa, skupionego w jdrny wze mini, by adny i mdry. Cae jego ciao, niade muskularne, dygocce, lekko pocignite byszczcym lakierem potu, byo przepikne, jak w ogle przepikne jest ciao czowieka przy pracy, mdre i uduchowione.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
